Zważywszy na nasz polski system edukacji na historii nigdy
nie udało mi się dojechać z materiałem do XX wieku, więc o rodzinie Romanowów
wiem niewiele. Cała moja wiedza pochodzi z bajki dla dzieci pt. „Anastazja”,
jednak mając w pamięci jak są one historycznie nieakuratne, nie przywiązywałam
się zbytnio do tej wersji. Kiedy więc ostatnia wędrująca książka zachęcała
słowami: „Historia rodziny Romanowów” zabrałam się do niej szybko i z
przyjemnością. Sam Eastland napisał już kilka książek historyczno-kryminalnych
z inspektorem Pekkalą w roli głównej, a „Oko czerwonego cara” jest pierwszą
częścią cyklu.
Bohatera poznajemy w dość interesujących okolicznościach, bo
podczas odbywania kary na Syberii, a jest nią znaczenie drzew. Mozolna i
niebezpieczna robota, na której nikt nie wytrzymuje długo zdaje się w ogóle nie
męczyć Pekkali. Wkrótce odwiedza go młody komisarz Kirow z propozycją nie do
odrzucenia...
Pierwszym atutem tej książki są bohaterowie. Nie można się nie
uśmiechnąć podczas ironicznych żartów Pekkali czy ponurych uwagach o rosyjskiej
rzeczywistości. Inspektor wzbudził moją sympatię już na początku, chowając się
w ziemiance przed wścibskimi spojrzeniami ludzi. Mężczyzna jest też bardzo
inteligenty i spostrzegawczy, a także dysponuje niezwykłą pamięcią (co
ściągnęło na niego nie lada kłopoty), więc jego decyzje są przemyślane i nie
irytują czytelnika. Nie można też zapomnieć o drugim świetnym bohaterze –
Kirowie. Młody człowiek, brutalnie wcielony do wojska, po tym jak jego szkoła
dla szefów kuchni została zamknięta (o czym nieustannie lubi przypominać) jest
tak naprawdę trochę zagubionym chłopcem. Czasem trochę nieogarnięty i
fajtłapowaty, ale to jest właśnie mój ulubiony typ bohatera.
Drugim wielkim plusem powieści jest konstrukcja. Nie ma tu
numerowanych rozdziałów, ale książka podzielona jest na dwa toki zdarzeń.
Pierwszy, teraźniejszy oraz drugi o przeszłości Pekkali. Oba wątki przeplatają
się co kilka stron, nie pozwalając czytelnikowi się nudzić, a także wyjaśniają
wiele przeszłych spraw, co pomaga w śledztwie.
Jak niektórzy mogli już wywnioskować z moich poprzednich
recenzji, nie jest zagorzałą fanką historii. Dlatego nie raziły mnie granaty w
chłopskim domu, chaos ze znajdowaniem ciał, prawdopodobieństwo ingerencji
Stalina czy innego tego typu sprawy (a powinny, według negatywnie nastawionych
recenzentów). Autor jednak nie napisał książki strikte historycznej tylko
przyjemny i lekkostrawny kryminał, więc można niektóre fakty zdecydowanie
podciągnąć pod fikcję literacką. Dla zainteresowanych jest za to kalendarzyk,
dosyć dokładnie opisujący morderstwo Romanowów i jego konsekwencje, więc nawet
historycy powinni być zadowoleni.
Na koniec przytoczę cytat, który utknął mi w głowie (nie
jest to niestety dokładna kopia, gdyż książki niestety już nie mam u siebie):
„-Przepraszam, nie chciałam w was rzucić tym granatem.
-Gdybym dostawał rubla za każdym razem kiedy to słyszę to
miałbym już jednego rubla!”
Ocena: 5/6